Lifestyle abortions

Człowiek dorosły potrafi zatroszczyć się o siebie sam. O dzieci, które nie są jeszcze do tego zdolne, dbają rodzice. Są także ich opiekunami prawnymi, to jest: decydują o większości aspektów życia swoich pociech. Niemniej dziecko nie jest własnością rodziców, którą mogliby dowolnie rozporządzać, jak każdym innym swoim dobrem. Na straży jego praw stoją sądy i Rzecznik. A kto broni praw dziecka nienarodzonego, którego nie chce matka?

Niektóre kobiety uważają, że to, co noszą pod sercem jest wyłącznie ich sprawą. Przedmiotem, problemem, z którym powinny mieć prawo zrobić, co tylko zechcą. Tymczasem płód wyposażony jest w kompletny materiał genetyczny, z każdą chwilą rozwija swoje czynności życiowe. Choć trudno z całą pewnością orzec, w którym momencie zaczyna się ludzkie życie, to temu płodowi do człowieka z pewnością bardzo już blisko. Czy kobieta powinna móc zdecydować, że jej wygoda jest ważniejsza od tego życia? Moim zdaniem nie. Ponadto, czy uzasadnione jest wykluczanie z całej sprawy ojca? Drogie feministki, partenogenezy jeszcze się nie nauczyłyście. Owszem, to nie mężczyzna dziecko urodzi, ale on też miał swój (nawet dosłowny) wkład w jego poczęcie. To jego dziecko, tak samo, jak kobiety.

Zwolenniczki aborcji wołają o poszanowanie ich prawa do samostanowienia. Nikt im go nie odmawia. W ciążę generalnie nie zachodzi się drogą kropelkową ani w inny mimowolny sposób. Jeśli nie chcesz mieć dziecka, to wiesz, co robić, a czego nie. A jak już się wpadnie, to prawo kobiety nie może ograniczać czyjegoś prawa do życia. Ponadto, w świecie dorosłych, w parze z prawem do samostanowienia idzie odpowiedzialność za własne czyny. A jak się zaszło w ciążę w wieku lat czternastu, to się swoje wejście w dorosłość na własne życzenie przyspieszyło, razem ze wszystkimi tego aspektami.

Mówi się, że nieusunięcie ciąży często przekreśla całe życie. Po pierwsze, studia na SGH czy praca w korporacji, wbrew mniemaniu niektórych bardzo ambitnych osób, nie są jedyną drogą do szczęścia. Po drugie, czemu od razu zakładać, że od młodych rodziców wszyscy się odwrócą i nie podołają oni prowadzeniu rodziny? Być może nie wystarczy na firmowe ubranka dla maleństwa, a mama i tata będą musieli znacznie ograniczyć konsumpcję, ale czy i w tym nie można znaleźć radości? Polecam w tym miejscu ostatni artykuł okładkowy MAGLA.

Nie można też zapominać o tym, że aborcja pozostawia bolesne ślady w psychice kobiety (szeroko opisywany w literaturze syndrom poaborcyjny), objawiające się stanami niepokoju, depresjami, niezadowoleniem z życia bez obiektywnych przyczyn. Warto też w tym miejscu zarysować skalę popularności aborcji. Według opublikowanego w marcu przez Hiszpański Instytut Polityki Rodzinnej raportu Aborcja w Europie i Hiszpanii, w samej Unii Europejskiej przez ostatnie 15 lat dokonano ponad 20 mln zabiegów, w tym 1,2 mln w 2008 roku. Aborcja stanowi pierwszą przyczynę śmierci, wyprzedzając zgony z powodu choroby nowotworowej, zawału serca i wypadków drogowych. Kolejne kraje liberalizują prawo (ostatnio właśnie Hiszpania), jednocześnie rozkładając bezradnie ręce nad ujemnym przyrostem naturalnym.

Zastanawia mnie, dlaczego tak wielu rodziców (konsekwentnie, bo to nie jest problem tylko kobiet!) chce aborcji. Wydaje mi się, że najczęściej jej wybór jest wynikiem lenistwa, wygodnictwa i egoizmu, których uczy nas współczesna kultura. W Stanach 98% aborcji to tzw. lifestyle abortions, czyli zabiegi wynikające z niechęci do zmiany stylu życia. Założenie rodziny wymaga odwagi, odpowiedzialności, rezygnacji z pewnych doraźnych przyjemności. Jest ryzykiem i wyrzeczeniem. Ale po pewnym czasie może przynieść wielkie szczęście.

 

 Polecamy polemikę z tym artykułem - Mój brzuch a Zulusi

 



Komentarze
http://i.imgur.com/19LwE.jpg 30.05.2010, 18:08:15
http://i.imgur.com/19LwE.jpg
kolof 28.05.2010, 21:42:17
@kj: imponujesz mi po prostu swoim wnioskowaniem, że wg autora kobieta to nie człowiek..., a co do braku oparcia w ojcu dziecka: to nie jest powód do aborcji (bo wówczas np. śmierć ojca dziecka można by również traktować jako usprawiedliwienie dla mordowania dzieci), aczkolwiek uważam, że wtedy oboje rodzice ponoszą równą moralną odpowiedzialność za aborcję. Analogicznie jeżeli facet np. rzuca kobietę na wieść o ciąży, a ona i tak decyduje się na dziecko, to facet ponosi równą pod względem moralnym winę co kobieta, która dokonuje "lajfstajlowej" aborcji.
Pablo 27.05.2010, 14:10:04
Brawo Karol:) Masz mój szacun jak zwykle! Pamiętaj, że trzeba zawsze ostro walczyć o takie sprawy!:)
Kasia. 26.05.2010, 17:01:50
tak, tak - brak oparcia ze strony faceta to wystarczający powód. W ogóle zawsze dziwiło mnie, że WHO jeszcze nie mówi o aborcji jako o najskuteczniejszym środku antykoncepcyjnym. Wskaźnik Pearla 0. Ach to lobby farmaceutyczne.
us 25.05.2010, 21:16:22
Z zdania, że "prawo kobiety nie może ograniczać czyjegoś prawa do życia" nie wynika że kobieta nie jest człowiekiem. "prawo Andrzeja nie może ograniczać prawa Wojtka do kierowania ciężarówką". Czy z tego zdania też byś wywnioskował, że Andrzej to nie człowiek? Konstrukcja logiczna jest taka sama. Ze zdaniem można się nie zgadać - ale wnioskowanie jest trochę zaburzone u Ciebie kj. Dyskusja tutaj jest bardziej powinna być czy zdanie nie powinno brzmieć "prawo kobiety ... czegoś prawa" (zakładamy że embrion to rzecz i pytanie czy rzecz ma prawa?) lub "... czyjegoś przyszłego prawa do życia" lub - tak jak jest.
ewa.w 25.05.2010, 17:37:45
jasne ze praca w korporacji nie musi byc najwiekszym szczesciem. ale dlaczego to ty masz o tym decydowac?
kj 25.05.2010, 00:21:45
"prawo kobiety nie może ograniczać czyjegoś prawa do życia" z tego wynika że kobieta wg autora nie jest człowiekiem i nie ma prawa do życia, ma tylko prawo kobiety do hm narzekania, wydziwiania, domagania się nie-wiadomo-czego. nieważne w jaki sposób niechciane "życie" w niej może jej zaszkodzić. co jest ważniejsze - życie kobiety, która chce świadomie podjąć decyzję o macierzyństwie, czy "życie" embriona, który jeśli zostanie urodzony nigdy może nie doznać miłości skoro był niechciany, przez co stanie się patologicznym członkiem społeczeństwa? aha, i nie zaprzeczam że mężczyźni mają swój udział w ciążach, ale jakże często niestety ogranicza się on właśnie do dosłownego "wkładu". brak oparcia w ojcu dziecka uważam za wystarczający powód do dokonania aborcji.
Dodaj komentarz
Imię/nick:
Email:
nie pokazuj mojego adresu e-mail innym użytkownikom
Treść:
Kod z obrazka:



Najnowszy numer
Strona główna | Kontakt | About us
© 2007-2010 Stowarzyszenie Akademickie MagPress